Nie ukrywam, że do Landmana siadałem z bardzo konkretnymi oczekiwaniami. Kiedy za nowy serial odpowiada Taylor Sheridan, trudno udawać, że będzie to po prostu kolejna produkcja do obejrzenia przy kolacji. To człowiek, który stworzył Yellowstone, później zabrał nas do czasów 1883, pokazał dramatyczną historię w 1923, a przy okazji udowodnił, że potrafi budować światy, z których zwyczajnie nie chce się wychodzić.
Po obejrzeniu dwóch pierwszych odcinków mogę powiedzieć jedno. Landman mnie kupił.
I co ciekawe, nie dlatego, że znowu oglądam kowbojów, konie i ogromne rancza. Tym razem Sheridan zabiera widza na pola naftowe zachodniego Teksasu, gdzie zamiast bydła liczą się odwierty, kontrakty, miliony dolarów i ludzie, którzy każdego dnia ryzykują zdrowiem oraz życiem. Sam pomysł oparty jest na podcaście Boomtown, jednak bardzo szybko przestaje mieć znaczenie, co było inspiracją. Liczy się historia i bohaterowie, a z tym Sheridan od lat radzi sobie znakomicie.
Billy Bob Thornton kradnie każdy kadr
Największym atutem serialu od pierwszych minut jest Billy Bob Thornton. Jego Tommy Norris to bohater, którego trudno jednoznacznie polubić, ale jeszcze trudniej przestać oglądać. Jest zmęczony życiem, cyniczny, potrafi rzucić ciętą ripostą szybciej niż większość ludzi zdąży pomyśleć nad odpowiedzią, a jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że od razu wierzymy w tę postać.
Sheridan od lat ma niezwykły talent do pisania takich bohaterów. John Dutton nie był święty. Spencer Dutton z 1923 również nie należał do ludzi łatwych. Tommy Norris wpisuje się w ten sam schemat, ale jednocześnie nie jest ich kopią. To człowiek funkcjonujący w zupełnie innym świecie, gdzie zamiast walki o ziemię trwa walka o ropę.
Billy Bob Thornton gra z ogromnym luzem. Nie próbuje być efektowny na siłę. Wystarczy spojrzenie, krótki komentarz albo zmiana tonu głosu i już wiadomo, kto dominuje w danej scenie. Dawno nie oglądałem roli, która wydawałaby się tak naturalna.
To nie Yellowstone, ale klimat Sheridana czuć od pierwszych minut
Podczas oglądania bardzo szybko złapałem się na tym, że Landman przypomina mi Yellowstone bardziej sposobem prowadzenia historii niż samą fabułą.
Sheridan znowu nie spieszy się z opowiadaniem. Nie zasypuje widza efektami specjalnymi ani ciągłą akcją. Pozwala poznać ludzi, ich relacje, problemy i motywacje. Dzięki temu nawet zwykła rozmowa przy stole czy przejazd samochodem potrafią być ciekawsze niż dziesięć wybuchów w przeciętnym serialu akcji.
To właśnie za to najbardziej cenię jego produkcje.
Kiedy przygotowywałem recenzję Yellowstone, pisałem, że największą siłą tego serialu są bohaterowie, a nie same wydarzenia. Dokładnie to samo czuję po pierwszych odcinkach Landmana. Tutaj również najważniejsi są ludzie i ich codzienne wybory.
Zachodni Teksas staje się kolejnym bohaterem serialu
Ogromne wrażenie robi miejsce akcji. Zachodni Teksas wygląda surowo, gorąco i momentami wręcz nieprzyjaźnie. Zamiast zielonych dolin Montany dostajemy pył, stal, ciężarówki i niekończące się pola naftowe.
Sheridan po raz kolejny udowadnia, że potrafi zrobić z krajobrazu jednego z głównych bohaterów serialu. Dokładnie tak było przecież w 1883, gdzie bezkresne prerie budowały atmosferę niepewności, czy w 1923, gdzie afrykańska sawanna i Montana były równie ważne jak sami bohaterowie.
Tutaj rolę tę przejmują szyby naftowe, ciężki sprzęt i wszechobecny kurz. To świat, którego większość z nas nigdy nie zobaczy z bliska, a mimo to po dwóch odcinkach miałem wrażenie, że zaczynam go rozumieć.
Dialogi, które brzmią jak prawdziwe rozmowy
Mam wrażenie, że właśnie dialogi odróżniają produkcje Sheridana od większości współczesnych seriali.
Bohaterowie rozmawiają naturalnie. Często rzucają krótkimi zdaniami, które brzmią jak zwykłe pogawędki, ale po chwili okazuje się, że przekazują więcej niż długie monologi pisane pod efektowne zwiastuny.
Billy Bob Thornton świetnie wykorzystuje ten styl. Jego teksty są jednocześnie zabawne, kąśliwe i niezwykle trafne. To jedna z tych ról, które ogląda się z czystą przyjemnością.
Czy Landman ma jakieś wady?
Na razie jedną.
Po dwóch odcinkach trudno jeszcze powiedzieć, dokąd dokładnie zmierza cała historia. Sheridan słynie jednak z tego, że bardzo długo rozstawia pionki na planszy, zanim rozpocznie właściwą grę.
Tak było w 1883, gdzie początek wydawał się prostą opowieścią o podróży. Podobnie było w 1923, gdzie wiele pozornie niezależnych wątków dopiero z czasem zaczęło tworzyć spójną całość.
Dlatego absolutnie nie traktuję wolniejszego początku jako zarzutu. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że za kilka odcinków będziemy patrzyli na pierwsze sceny zupełnie inaczej.
Pierwsze wrażenie? Będę oglądał dalej
Bardzo podoba mi się również to, że Sheridan kolejny raz pokazuje środowisko, którego większość widzów praktycznie nie zna. W Yellowstone poznawaliśmy współczesnych ranczerów. W 1883 i 1923 oglądaliśmy narodziny amerykańskiego Zachodu. Tym razem zaglądamy do świata ludzi pracujących przy wydobyciu ropy, gdzie codzienność wygląda zupełnie inaczej, niż mogłoby się wydawać.
Jeżeli po zakończeniu Yellowstone zastanawialiście się, czym wypełnić tę pustkę, to Landman wydaje się naturalnym wyborem.
Nie dlatego, że jest kolejnym westernem.
Nie jest.
To współczesny dramat z charakterystycznym dla Sheridana sposobem opowiadania historii. Tym samym, który sprawił, że miliony widzów pokochały rodzinę Duttonów.
Po dwóch odcinkach jestem naprawdę ciekawy, dokąd zaprowadzi mnie ta historia. Jeżeli kolejne epizody utrzymają obecny poziom, Landman ma wszystko, aby znaleźć się w ścisłej czołówce moich ulubionych seriali Taylora Sheridana.
Jeśli podobnie jak ja cenicie sposób opowiadania historii przez Taylora Sheridana, koniecznie zajrzyjcie również do pozostałych tekstów na nawylot.pl. Znajdziecie tam już moje recenzje Yellowstone, 1883 i 1923, a wkrótce pojawią się także materiały poświęcone Lioness, Tulsa King, Mayor of Kingstown oraz kolejnym produkcjom tego twórcy. Chcę, aby na portalu powstało miejsce, w którym będzie można znaleźć komplet recenzji i ciekawostek dotyczących wszystkich najważniejszych seriali Sheridana. Po pierwszych dwóch odcinkach Landmana tylko utwierdzam się w przekonaniu, że jest dziś jednym z najlepszych twórców telewizyjnych i zdecydowanie warto śledzić jego kolejne projekty.